Szkoła powinna być miejscem wspólnym. Rozmowa z prof. M. Mendel

1592
Maria Mendel,. Profesor nauk humanistycznych, pracuje na Uniwersytecie Gdańskim w Zakładzie Pedagogiki Społecznej. Autorka i redaktorka między innymi takich rozpraw, jak: Pedagogika miejsca (2006), Społeczeństwo i rytuał. Heterotopia bezdomności (2007), Miasto jak wspólny pokój (2015), Miasto pedagogiczne (2016). Ostatnio wydała tom Pedagogika miejsca wspólnego. Miasto i szkoła (2017). Pauline Lipman z Uniwersytetu Illinois w Chicago napisała w przedmowie do Pedagogiki miejsca wspólnego: „(…) to książka na nasze czasy”.
Sławomir Iwasiów: Jak definiuje pani pedagogikę miejsca?

W książce z 2006 roku, zatytułowanej Pedagogika miejsca, starałam się wyraźnie podkreślać fakt, że to zarówno obszar refleksji teoretycznej i badań, jak i praktyka edukacyjna. Punkt wyjścia dla tego nurtu stanowi namysł nad kulturowym znaczeniem miejsca, co jest związane z żywym od połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku „zwrotem przestrzennym” w naukach społecznych i humanistycznych. Mniej więcej w tym samym czasie taki sposób postrzegania rzeczywistości, właśnie przez pryzmat przestrzeni, zainteresował również badaczy zajmujących się edukacją. Można przyjąć, że wielu pedagogom teoria przestrzeni otworzyła oczy na zupełnie nowe rodzaje zależności społecznych – w tym także oczywiście na takie, które są związane z oświatą.

Gdzie należy szukać źródeł większego zainteresowania problematyką przestrzeni? Dlaczego humaniści poświęcają uwagę miejscu?

Wspomniany „zwrot przestrzenny” ogłosił w latach dziewięćdziesiątych Edward Soja, amerykański geograf polityki i kultury. Soja, zastanawiając się nad powodami wzmożonego zainteresowania przestrzenią, miał na uwadze takie zjawiska, jak rosnące niezadowolenie społeczne, poważne zagrożenia demokracji oraz kondycję humanistyki tamtego okresu, aktywizującą do poszukiwania nowych perspektyw. To między innymi tak postrzegana sytuacja kryzysowa, w której faworyzowanie myśli tradycyjnej zostało uznane za jałowe – tak intelektualnie, jak i społecznie – przyczyniła się do większego zapotrzebowania na nowatorskie sposoby myślenia o świecie i panujących w nim zależnościach, na przykład społeczno-przestrzennych. Pod wpływem włoskich filozofów, głównie Gianniego Vattimo, poszukiwano aktywniej w obszarze tak zwanej myśli słabej, zwracającej uwagę na to, co bytowo kruche. Na założeniach „słabego myślenia” opierano refleksję o współczesnej kulturze i społeczeństwie. Zbiegło się to z dociekaniami o przestrzeni. Mam na myśli między innymi prace Jacques’a Derridy, w których kwestionowana jest tradycyjna ontologia obecności. Mam tu na uwadze przede wszystkim Widma Marksa z 1993 roku. Derrida porusza kwestię przestrzeni wypełnionej wielorakimi postaciami tego, co obecne, choć – co dla jego filozofii charakterystyczne – obecne nie do końca. W nurcie tym została jasno wyartykułowana potrzeba myśli, także tej o przestrzeni, zmieniającej zastane porządki. Taki punkt widzenia daje nadzieję, a nadzieja to dla pedagogów ważna kategoria, uruchamiająca liczne potencjały, które tkwią w edukacji. Należy przy tym podkreślić, że to dzisiaj ogromnie potrzebne. Edukacyjna aktywizacja potencjału społecznej zmiany wydaje się wprost niezbędna. Jako społeczeństwo doświadczamy kryzysu – jego głębię można dostrzec na przykładzie sposobów rozwiązywania różnych problemów: uchodźców, osób bezdomnych, wykluczonych.

W wydanej niedawno książce, która nosi tytuł Pedagogika miejsca wspólnego. Miasto i szkoła, we wstępie podkreśla pani, że inspiracją do pisania były bieżące wydarzenia polityczne. Jak to rozumieć?

Kryzysy są wyrazem, ale i przyczyną powstawania praktyk społeczno-przestrzennych, które znacząco pogłębiają i tak istniejące nierówności społeczne. Obecnie żyjemy – dosłownie i w przenośni – w enklawach. Jesteśmy od siebie oddzieleni. Te podziały, głębokie i uderzające, zainspirowały mnie do napisania Pedagogiki miejsca wspólnego. Moja refleksja bierze się z niezgody i potrzeby budowania gruntu dla zmiany rzeczywistości.

W książce poświęca pani dużo uwagi zarówno współczesnym teoriom przestrzeni, jak i praktyce pedagogicznej. Na czym polega specyficzna współzależność miasta i szkoły?

Pyta pan o coś, co wydaje się sednem tej książki. Przede wszystkim chodziło mi o to, żeby pokazać, w jaki sposób przemiany miasta, jako przestrzeni, ale także pewnej konstrukcji społecznej i politycznej, nakładają się na funkcjonowanie współczesnej szkoły. Takim zjawiskiem, które upodabnia do siebie miasto i szkołę, jest gentryfikacja – uszlachetnianie zaniedbanych obszarów miejskich. Zgodnie z deklarowanymi intencjami ma ona przebiegać w taki sposób, żeby dopływ uszlachetniających elementów – nowych mieszkańców i kapitału – odpowiadał zapotrzebowaniu mieszkańców pierwotnych. Nie zawsze jednak te zmiany przebiegają korzystnie dla nich. Krótko ujmując ich rezultaty: ci, którzy są bogaci, stają się jeszcze bogatsi, a powiększa się bieda tych najbiedniejszych. Często gentryfikacja to wyrachowany sposób na to, żeby zamożni mieszkańcy miasta mogli – dosłownie – zająć miejsce i odgrodzić się od biedniejszych sąsiadów. Ten proces dotyczy także szkół, gentryfikowanych w ramach – jeszcze niedawno w Polsce ponoć „pełzającej”, jak pisał o tym Dawid Sześciłło – powszedniejącej prywatyzacji sektora oświaty. Jedne szkoły zostają skazane na ruinę, inne – często ich kosztem – umacniają swoją pozycję. Zniszczeniu ulega przy tym dobro wspólne, jakim jest powszechna, ogólnodostępna edukacja i publiczna szkoła. Trzeba przeciwdziałać temu zjawisku.

Fotografia na okładce Pedagogiki miejsca wspólnego przedstawia trudne do zidentyfikowania rzeczy. Co to jest? Czy to krzesła ułożone jedno na drugim?

To reprodukcja instalacji profesor Katarzyny Józefowicz, artystki z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, która zgodziła się udostępnić wizerunek swojego dzieła na okładkę książki. Instalacja, zatytułowana Miasto, została zbudowana ze starych mebli i skrzynek. W rzeczywistości jest to praca zajmująca dużo miejsca – zdjęcie na okładce przedstawia jedynie wybrany fragment. Nade wszystko ważny był dla mnie przekaz tego dzieła, który mówi, że miasto stanowi zbiór różnorodności, skrzyżowań i przecięć międzyludzkich relacji,
które – zawiązując się w fizycznych miejscach – tworzą przestrzeń publiczną i są wyrazem stale otwartej możliwości innego jej zorganizowania. Takie przeorganizowanie przestrzeni odbywa się na przykład wskutek istotnych dla demokratycznej wspólności praktyk „przerwania”, które polegają, jak mówi o tym Gert Biesta, na inscenizacji czyjejś niezgody. Instalacja Katarzyny Józefowicz została wykonana i z elementów starych, i z nowych. Niektóre z nich są wypolerowane, a z innych wychodzą drzazgi i widać na nich ząb czasu. Tak samo jest z miastem, które co krok odkrywa przed nami pokłady heterogeniczności. Ważne, że ta konstrukcja układa się we względnie stabilną całość, w której to, co słabsze, jest podtrzymywane przez elementy mocniejsze…

Ten opis, mam takie wrażenie, dobrze pasuje także to sytuacji szkolnej, w której silniejsi powinni pomagać słabszym.

O to chodzi! Chciałabym, żeby tak był odbierany mój przekaz z Pedagogiki miejsca  wspólnego. Szkoła powinna być miejscem wspólnym, wyrażać dążenie do demokracji. Demokracja nie może przy tym istnieć bez konfliktu, na którym przecież zbudowana jest szkoła. Konflikt stanowi podstawę demokracji. Oczywiście pod warunkiem, że strony konfliktu zachowują troskę o dobro publiczne i komunikują się w dialogu, w który wpisana
jest dążność do równości. Wtedy zyskuję równość, kiedy zapewniam ją innemu.

Wracając do treści książki – oprócz szeroko opisywanych teorii z obszaru humanistyki i nauk społecznych, równie często odwołuje się pani do praktyki szkolnej. Jaką rolę pełni szkoła w przestrzeni miasta?

Na pewno szkoła nie powinna być fabryką produkującą uczniów, jak naczynia dla  nauczycielskiej oliwy. Raczej widziałabym szkołę jako cząstkę lokalnej, bliskiej sobie społeczności. Dużo piszę o „zrównoważonych szkołach społecznych”. W takim modelu każdy czuje się reprezentowany przez całość, którą współtworzy. Idea zrównoważonego rozwoju świetnie nadaje się do opisu szkoły – właśnie taka szkoła, jak sądzę, powinna mieć szansę rozwoju. To jakaś wersja dobra wspólnego – w tym wypadku reprezentowanego przez ideę szkoły publicznej nadchodzącego czasu.

 

Wywiad został opublikowany w numerze 5/2018 Zachodniopomorskiego Dwumiesięcznika Oświatowego 
"Refleksje". Cały numer jest dostępny w wersji elektronicznej na stronie 
www.refleksje.zcdn.edu.pl oraz na portalu www.issuu.com/zcdn